Rząd tkwi w impasie. Donald Tusk jest świadomy tego, że znajduje się w najbardziej krytycznej sytuacji od lat, ale tego nie przyzna. Musi wystarczyć nam, że uległ w sprawie ACTA. Nie liczyłbym na nic więcej. – Nie widzę poważnych błędów, które obciążałyby konto tego rządu – powiedział, wydawać by się mogło, rozsądny minister tego rządu, Jarosław Gowin. A jednak, nawet on bierze udział w tyradzie natrętnych kłamstw, którą karmi nas rząd.

Nie spodziewałem się niczego pozytywnego po ministrowaniu Joanny Muchy czy Bartosza Arłukowicza. Podobnie pracę tych ministrów ocenili Polacy w sondażu MillwardBrown SMG/KRC na zlecenie RMF FM. Polacy przyznawali oceny tak, jak w szkole – od 1 do 6. Mucha z Arłukowiczem dostali dwóję z plusem. Niewiele lepiej został oceniony Donald Tusk i minister pracy, Władysław Kosiniak-Kamysz. Najlepiej oceniony minister, Radosław Sikorski, też nie ma się czym chwalić – trója z plusem nie jest szczytem marzeń żadnego ucznia.

Inne badania wskazują z kolei na ciekawą tendencje. Donald Tusk zyskuje zarówno zagorzałych zwolenników, jak i zagorzałych przeciwników. Według CBOS-u, Donaldowi Tuskowi nie ufa aż 39% Polaków, ufa tylko 44%. Napisałem „tylko”, gdyż jest to najgorszy wynik od początku kariery jako premier. Szefa rządu wyprzedza Bronisław Komorowski, który od dawna cieszy się największym zaufaniem, Waldemar Pawlak i Radosław Sikorski.

W obliczu ostatnich wydarzeń przybywa przeciwników – to zrozumiałe. Jednak liczba zwolenników wcale nie spada w ostro w dół. Tytuł „Człowieka roku” przyznany premierowi przez redakcje Wprostu – jak zapewniają wydawcy – nie był powodem zwolnienia Tomasza Lisa ze stanowiska redaktora naczelnego, ale był dowodem na to, że nawet tak mierny rząd, ma wiernych sprzymierzeńców.

Profil iktomaracje.pl na Facebooku – 1 063 fanów. Plus jeden? »

Stanisław Nitras z Platformy Obywatelskiej ocenił prace rządu na czwórkę plus. O takiej ocenie, marzy wielu studentów. Polityk PO raczej niezbyt dokładnie „wczytał” się w prace poszczególnych ministrów. Stwierdził jednak, że dla Polaków najważniejsza jest stabilność finansów publicznych, a nie ACTA, emerytury, drogi, stadiony, kompetencje ministrów, refundacje leków, czyli wszystko to, co od początku roku wytyka opozycja, a czym rzeczywiście ma problem rząd. Problem jednak tkwi w tym, że nawet gdyby minister Rostowski zaklinał rzeczywistość z całych sił, podrzucając nam każdego dnia obietnice podobne do tej, że 2040 roku będziemy średnio zarabiać 7800 zł brutto, fakty mówią co innego. Zwraca na to uwagę Piotr Gabryel, publicysta Uważam Rze, który przytacza badania specjalistów Erste Group. Wynika z nich, że Polska za wszelką cenę powinna unikać płacenia odsetek od swego długu, przekraczających poziom 7,1 proc. Ten bezpieczny pułap w 2008 roku wynosił 9,7 procent. Dwa lata temu było to prawie 8 proc.  Zatem wbrew rządowej propagandzie sytuacja staje się coraz mniej bezpieczna. Liczą się fakty i liczby, a nie obietnice i zapewnienia.

Skręcamy w lewo

Krzysztof Bosak, wiceszef Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej, w rozmowie dla iktomaracje.pl, twierdzi że PiS jest jedyną poważną alternatywą dla PO i bagatelizuje rolę Ruchu Palikota i SLD. Według mnie współpraca tych dwóch partii może okazać się bolesna dla rządzących, jak niespodziewany lewy sierpowy. Dla wielu Polaków takie nazwiska jak Miller czy Kwaśniewski, choć owiane złą legendą, nadal budzą respekt z powodowany bagażem doświadczeń tych polityków. To z byłym prezydentem, Aleksandrem Kwaśniewskim, Janusz Palikot często konsultował swoje posunięcia. Z wypowiedzi prezydenta Kwaśniewskiego wynika, że popiera on pomysł połączenia lewicowych sił obu partii. Nazwisko, które na pewno nie porwie mas brzmi – Kaczyński.

Ruch Palikota już zyskał i będzie nadal zyskiwał. Dla wielu z nas Janusz Palikot dokonał niemożliwego – rozbił zabetonowane struktury polityczne. Udowodnił, że młoda partia może wprowadzić do Sejmu 40 posłów i mimo braku realnego wpływu na władzę, może realizować swoje postulaty. Wszyscy w Polsce wiedzieli bowiem, że lider partii zamierza zapalić marihuanę w jednym z sejmowych pomieszczeń. Choć wtedy zrezygnował, 17 lutego, już przed Sejmem, zapalił. Kamil Sipowicz w programie „Tak jest” zapewniał, że marihuanę. I choć wypłynęła ostatnio do sieci wypowiedź z nieoficjalnego spotkania liderów lewicy, w której Palikot nawołuje do wyrzekania się polskości, nie wpłynęło to na poparcia dla partii, które stale rośnie – sondażach ulicznych sięga nawet 20 proc. Nie mówię tego wszystkiego, bo sympatyzuje z Ruchem Palikota, ale dlatego, że partia, która na każdym kroku jest lekceważona – w mojej ocenie – nadal będzie zyskiwała popularność mas i jeszcze dokona niejednego przełomu.

Obiecanki cacanki, a głupiemu radość

Wycofując się rakiem w sprawie ACTA, Donald Tusk dowiódł swojej niekonsekwencji. Jeszcze na początku zamieszania powiedział, że musiałby podać się do dymisji, gdyby ustąpił w sprawie tej umowy. Ustąpił? Powiem więcej – na jednej z konferencji pytany o to, czy spełni swoją zapowiedź, powiedział, że nigdy nie wypowiedział takich słów! Podobne podejście do obietnic ma Jarosław Kuźniar. Najpierw odczytał na antenie TVN24 list od jednego z widzów, w którym ten pyta się między innymi Kuźniara, czy zdaje sobie sprawę, że jest tak prymitywny, że powinien prowadzić wiejskie imprezy, a nie pracować w telewizji. Następnie prezenter stwierdził, że jeśli dostanie tysiąc podobnych e-mail to się zwolni. Czy to zrobi? Wątpliwe. Chwilę po tym, jak internauci zaczęli lawinowo wysyłać  wiadomości na skrzynkę, zainteresowany ćwierknął na twitterze: „Lubię akcję: a czy Ty zwolniłeś Kuźniara? Lem dopóki nie wszedł do Internetu, nie wiedział, że tam tylu masochistów. Właśnie się policzyli.” To redaktor Kuźniar się przeliczył. Podobnie jak Polacy, wybierając Platformę Obywatelską na drugą kadencję.

Jeśli zgadzasz się z tą opinią, kliknij "Bartek ma rację" pod tekstem na stronie www.iktomaracje.pl