Pod koniec 1981 roku, kiedy mnie nie było nawet w planach, możliwość radzieckiej interwencji w Polsce była znikoma. Prawdziwym powodem zamachu stanu była walka z działaczami opozycji, którzy doprowadzili do schyłku komunizmu w naszym kraju.

„Czy sprawiedliwości stanie się zadość” – zapytaliśmy Was w ankiecie, w której wybraliście temat obecnego tygodnia. I tutaj trzeba od razu powiedzieć – nie. Nikt niestety nie zostanie skazany, nikt nie poniesie odpowiedzialności. Wiele osób pracowało by gen. Wojciech Jaruzelski nie został skazany prawomocnym wyrokiem sądu. W tym niestety obecna elita polityczna.

A sam zainteresowany nadal utrzymuje, że wprowadzenie stanu wojennego było koniecznością spowodowaną ruchami wojsk radzieckim przy naszej wschodniej granicy. Bzdura. Ale w całym tym temacie warto sobie odpowiedzieć na jedno pytanie. Dlaczego nie potrafimy skazać ewidentnych zdrajców naszego kraju?

30 lat minęło od wprowadzenia zamachu stanu. Tak trzeba bowiem nazywać wprowadzenie stanu wojennego w Polsce. Mnie nie było wówczas na świecie. Nawet nie było mnie w planach. Zadzwoniłem więc do taty, który miał wtedy 15 lat i spytałem o wydarzenia bezpośrednio po wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. – To była niedziela, konwoje samochodów milicyjnych jeździły po mieście, nie mogliśmy chodzić wieczorami bez przepustek, sprawdzano huty i zakłady pracy. Pamiętam, że w tym dniu mieliśmy kupić świnie, ale rzeźnik drastycznie podniósł cenę z powodu stanu wojennego, więc ostatecznie zrezygnowaliśmy – powiedział.

Profil iktomaracje.pl na Facebooku – 349 fanów. Plus jeden? »

Nie osądzimy, bo się boimy?

Rozliczanie przeszłości nie należy do łatwych spraw. Tak jak nie uda nam się rozliczyć sprawców zamachu na wolność naszych rodaków z 1981 roku, tak – według mnie – nie uda się wskazać osoby odpowiedzialne z katastrofę smoleńską. Chociaż ciężko porównywać te wydarzenia widać jeden wspólny mianownik – osoby odpowiedzialne za te wydarzenia nigdy nie przyznają się do winy, a oczekiwania społeczeństwa wobec zdrajców narodu nie zostaną spełnione. Dlaczego? Chciałbym to wiedzieć. Chciałbym też, aby osądzono tych, którzy zdecydowali o zamachu stanu na czele z Jaruzelskim – póki jeszcze żyje. Naród musi wiedzieć kto jest dobry, a kto zły. Na razie ta odpowiedzialność wobec historii jest rozmyta.

Zresztą, przy okazji porównania do katastrofy smoleńskiej, trzeba zaznaczyć też jedną, bardzo poważną różnicę. Na początku lat 80., tuż po wprowadzenia stanu wojennego, opór społeczeństwa był bardzo duży. Obecnie na hasło „katastrofa smoleńska” wiele osób reaguje odruchem wymiotnym, bo temat został uznany za przegadany, a przecież nadal nie osądzono winnych. To przykre, ale pokazuje jednoznacznie, że siła naszej wspólnoty nie jest aż taka wielka jak w grudniu 1981.

Czas na nas

Co zrobilibyśmy, gdyby dzisiaj wprowadzono stan wojenny? Czy znalazłoby się 100 tys. odważnych, którzy, podobnie jak 30 lat temu, wyszliby na ulicę? Niestety, na razie, w dniu 30 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, na ulicę wyjdą zwolennicy PiS. Mówię niestety, gdyż jest to kolejne zawłaszczanie rocznic i świąt przez PiS. Pamięć o zabitych wówczas Polakach znów zostanie przysłonięta partyjnymi rozgrywkami i debatą kto i jak może obchodzić dane święto. Nie bronię nikomu wychodzić na ulicę, ale w takim dniu jak 13. grudnia 2011 powinniśmy spuścić głowę i pomyśleć o ludziach, dla których wolność była najważniejsza. Inicjatywa PiS i tak jest lepsza niż coraz bardziej popularna postawa „mam to w dupie”. Przykre, ale prawdziwe.

Tekst pochodzi ze strony www.iktomaracje.pl - wejdź i oceń tekst!