Na Twitterze mamy dziś wielu polityków, ministrów, dziennikarzy, osobistości kultury i sportu, ale także zwykłych ludzi, którzy komentują rzeczywistość, odpowiadają na wpisy. Na Twitterze mamy też Prezydenta, który od wrzucania swoich wpisów, woli komentować cudze.
Moc słów wypowiedzianych w internecie wzrasta wraz z ich kontrowersyjnością, nazwiskiem autora, ilością odbiorców, najmniej - miejscem umieszczenia wpisu. Moc ta również wzrasta z powodu coraz większej powszechności internetu w Polsce. Dużo Polaków wybiera Twitter, formuła jest prosta i wszystkim znana - wrzucam wpis i gra gitara.
Radosław Sikorski chyba nie zdawał sobie sprawy, że prezydent może przeczytać jego wpis, a co gorsza mocno go skrytykować. Minister Sikorski zapomniał, że każde jego słowo jest ważne dla interesu państwa, nawet te umieszczone na Twitterze.
Na Twitterze często udziela się rzecznik rządu, Paweł Graś, który w charakterystyczny dla siebie sposób, docina i wbija szpile wrzucając odnośniki do różnych stron. Na przykład dzisiaj do wypowiedzi wiceszefowej SLD na temat umiejscowienia kobiet na listach jej partii. Wpis rzecznik rządu opatrzył dedykacją: "Ze specjalną dedykacją dla @BurzynskaAga :)".
Warto więc w tym miejscu się zastanowić, czy Paweł Graś na Twitterze reprezentuje siebie czy rząd? Czy jego słowa można brać na poważnie, tak jak słowa Sikorskiego na poważnie wziął prezydent Komorowski. I gdzie do jasnej ciasnej jest twitter Donalda i Jarka?


