Już dzisiaj będziemy słuchać Obamy - prezydenta kraju, który wydaje na zbrojenie najwięcej kasy na świecie. Oczywiście orędownika pokoju i wolności, za co został nagrodzony nagrodą Nobla. Do naszego kraju przyleci, by mówić o gazie łupkowym, bezpieczeństwie i demokratyzacji w Afryce Północnej, czyli tym, co Amerykanów interesuje najbardziej. Gdzie miejsce na nasze problemy?
Zapomnieliśmy już czego chcemy od Obamy? Chociaż może nawet tego nie wiemy? Będziemy udawać, że pokój na świecie to też nasz priorytet? Joanna Kluzik-Rostkowska miała podobno pomysł na zorganizowanie specjalnego spotkania Rady Bezpieczeństwa Narodowego, by omówić wspólne stanowisko podczas sobotniej rozmowy liderów partii w Polsce. Pomysł niegłupi, ale kto by się tym zajmował na kilka dni przed „wizytą”. Zresztą, ciekaw jestem, kto wymyślił to spotkanie. To pokazuje, jak bardzo podzielona jest scena polityczna w Polsce, ale przecież przy Obamie nie będą się kłócić o pseudokibiców. Nie wspomną o proteście związkowców i nie będą mówić o problemach ze służbą zdrowia czy szkolnictwem (ten problem o dziwno nadal istnieje, mimo że w mediach umarł). Nie powiedzą też o deficycie i zawirowaniach wokół OFE. Nie będą mówić o naszych problemach, bo nasze problemy to nie problemy USA. Niestety, problemy USA będą naszymi problemami, przynajmniej w ciągu najbliższych dni. Czy tego chcemy, czy nie.
Będą wsłuchani w święte słowa Obamy, najcenniejszej głowy świata. Zamkną nam ulicę, szkoły i uczelnie w okolicy. Przetrzepią wszystkie samochody na jego trasie i - jak nie raz można było usłyszeć - zbadają, ile osób na trasie miało kryminalną przeszłość, a ile jest niezrównoważonych psychicznie. Na drugi dzień zasiądą przy pięknem stole i będą używać pięknych słów, by mówić o niczym. Niczym, co nas interesuje. Demokratyzacja w Afryce Północnej? To nie my chcemy ropę. Gaz? Przydałby się, ale przecież bez pomocy Amerykanów się nie uda. Bezpieczeństwo? Oni znają się na tym najlepiej. Nasze sprawy? Po co o nich mówić, kiedy przyjeżdża Obama?
Dzisiaj i jutro będziemy mówić o tym, co powie głowa Ameryki. Nasi mu przytakną i pomachają na pożegnanie. Później wrócą do roboty, bo przecież wybory same się nie wygrają. Echa wizyty będą obijały się o kolejne stacje, a my będziemy patrzeć na medialny cyrk, który nigdy się nie skończy. Zbliża się koniec miesiąca i w portfelu już pusto.
Zacznijmy więc festiwal pięknych słów o niczym!



_________
Pan się zastanowi, co by było, gdyby ON tej kasy, na te zbrojenia nie wydawał.
A potem proszę brać się do pisania sążnistych elaboratów...
Pozz.